Dzisiaj “Download Day“, czyli próba bicia (przez Mozillę) rekordu ściągnięć aplikacji w ciągu doby (lub alternatywnie – jak Xion napisał – niedziałającego serwera;)
Zamieszanie trwa już od jakiegoś czasu, w tamtym tygodniu pojawiła się finalna Opera 9.5, dzisiaj będzie Firefox 3.0. Tego ostatniego próbowałem w wersjach RC, jestem zadowolony – zarówno na WinXP jak i Ubuntu nie miałem z nim problemów, “ale ale”… Postanowiłem też dać szansę Operze (której już daaaawno nie używałem).
Z instalacją żadnych problemów nie było, zakładek z Firefoxa przeniosła się tylko część, no ale ok, na to przymknę oko. Co zauważyłem:
- prędkość działania – “szału nie robi” jak dla mnie w porównaniu do Firefoxa
- klikalność – jest wygodna, prawda, co nie znaczy, że jakoś nieporównywalnie wygodniejsza od konkurenta
- pod linuksem na stronach z flashem często ekran robił się szary i przeglądarka przestawała odpowiadać
Oprócz tego ostatniego nie jest zła, ale tak po trzech dniach używania jej doszedłem do wniosku, że zostaję przy Firefoxie. Dla mnie Opera nie ma w sobie niczego takiego, co by spowodowało zmianę moich upodobań.
Nie będę już się rozpisywał o konfigurowalności, wtyczkach, widgetach. Klienta pocztowego używam tylko w pracy, więc ten w Operze mnie nie rusza, tak samo jak wbudowany klient torrent. Poprostu w zwykłej, codziennej pracy czy rozrywce nie wybija się szczególnie.
Całe to zamieszanie wokół nowych wersji tych dwóch przeglądarek – kolejny spór w klimatach wyższości jednych świąt nad drugimi;)